wtorek, 15 stycznia 2013

10 dni temu..

10 dni temu nic nie zapowiadało się ze w nocy z piątku na sobotę w ekspresowym tempie przyjdzie na świat Nasz mały Leon :)

A jednak nie cc.
Termin porodu 31.12.2012r. więc parę dni po terminie gdy nic  nie zmierzało do szczęśliwego rozwiązania postanowiłam zgłosić się do szpitala aby byc pod stałą opieką.
03.01.2013r. zjawiliśmy się z A. w szpitalu w Chełmży ( wybraliśmy Chełmżę z polecenia znajomych ) po przyjęciu i rozmowie z z-c ordynatora została podjęta decyzja iż raczej skłaniamy się do cięcia ( wskazania duże dziecko, po terminie, pierwsza cesarka) już byłam pogodzona z faktem cięcia chociaż poprzednie znosiłam bardzo boleśnie ale cóż jak trzeba - dla dobra dziecka.

W szpitalu czas mijał bardzo przyjemnie - koleżanki z pokoju przesympatyczne (jeszcze długo przed terminem ) położne jak do rany przyłóż a lekarze bardzo kompetentni i bardzo pozytywnie nastawieni do ludzi ( nie budowali jakiegoś chorego dystansu i tylko dlatego ze jesteś pacjentem a tu Pan doktor).

.... niespodziewanie w nocy około 1 szej dostałam lekkich bóli więc poinformowałam o tym fakcie dyżurną położną lecz chyba kobitka nie wzięła tego na poważnie ponieważ kazała mi się położyć i zobaczyć jak dalej się rozwinie sytuacja ... no po 10 min sytuacja była coraz bardziej intensywna hehe tzn bóle były juz co 5 , 3 min. więc położna postanowiła skonsultować to z lekarzem ...Pan doktor zalecił coś rozkurczowego i w planach była cesarka byle by wytrzymać do rana ...

jednak po środkach rozkurczowych bóle były coraz bardziej intensywne i położna zdecydowała się mnie zbadać aby zobaczyć czy coś się naprawdę dzieje.. jak mnie zbadała to stwierdziła że nie mam się już nigdzie ruszać bo zaraz dziecko się urodzi...:) byłam w szkoku po 5min pełna sala -lekarz, położne, pielęgniarki , w ostatniej chwili zdążyła nasza położna i się zaczęło... zadzwoniłam do A. by poinformować go że rodzę :) i odłożyłam słuchawkę . 2.20 mały Leon był już na świecie a A. wparował na porodówkę niczego nie świadomy ( jechał do szpitala mysląc że rodzę ale przez cc)  i zobaczył synka już ubranego w beciku .. szok .. ale byłam bardzo zadowolona że wszystko rozegrało się w ciągu 1 godziny....

Nasz Leon zawodowiec sprintem przyszedł na świat.


Ps. urodził się w czepku .... szczęściarz :)

Życie jest bardzo nieprzewidywalne !

1 komentarz:

  1. Super czytać tak pozytywnie zakończoną historię :)
    Gratuluję czepka małemu szczęściarzowi :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło gdy zostawisz po sobie znak ..:)